Pieniędzy z helikoptera na razie nie będzie

W trakcie pierwszego programu luzowania ilościowego, wprowadzonego przez amerykańską Rezerwę Federalną w listopadzie 2008 r. i zakończonego w czerwcu 2010 r., nie tylko udało się wyhamować bessę na rynku akcji, ale w ciągu półtora roku indeks S&P 500 zyskał 60 proc. Druga tura skupowania papierów dłużnych przez amerykański bank centralny przyniosła wzrost notowań o 20 proc., w trakcie kolejnej kursy akcji podskoczyły o 40 proc. Gwałtowną hossę na rynku akcji wywołało także wprowadzenie programu luzowania ilościowego przez Bank Japonii na początku 2013 r., krótką falę wzrostową na europejskim rynku akcji na przełomie 2014 i 2015 r. wyprodukował także Europejski Bank Centralny, zapowiadając rozpoczęcie skupu obligacji rządowych.

– Nie przeceniałbym wpływu polityki banków centralnych na rynek akcji. On jest jedynie pośredni, na przykład poprzez kursy walut. To, co robią banki centralne, ma dużo większe znaczenie w przypadku rynku obligacji – takiego jest zdania Jarosław Niedzielewski, dyrektor departamentu inwestycji w Investors TFI.

Luzowanie ilościowe oznacza zwiększoną podaż danej waluty na rynku, co działa w kierunku spadku jej kursu. Tego efektu doświadczyły i dolar, i euro, i japoński jen. Co w szczególności było istotne dla przedsiębiorstw europejskich i japońskich, dla których sprzedaż eksportowa ma większe znaczenie niż w przypadku firm amerykańskich. Osłabienie krajowej waluty zwiększa marże i tym samym zyski firm eksportowych, wyciągając w górę ich giełdowe notowania.

Na rynek obligacji banki centralne oddziałują bezpośrednio, bo luzowanie ilościowe to w praktyce skupowanie papierów dłużnych. W aktywach Fed jest ponad 20 proc. obligacji wyemitowanych przez amerykański rząd, EBC skupił niemal 10 proc. papierów dłużnych rządów strefy euro, a najbardziej aktywny Bank Japonii ma jedną trzecią wszystkich obligacji japońskiego rządu.

Ekspansywną politykę monetarną banków centralnych inwestorzy zaczęli traktować już jako stały element rzeczywistości i remedium na wszelkie problemy realnej gospodarki. Świadczą o tym reakcje rynków po niespodziewanej decyzji Brytyjczyków o wyjściu z Unii Europejskiej. Kursy obligacji państw wysokorozwiniętych podskoczyły o kolejne 3 proc. w ciągu dwóch tygodni, notowania akcji, po początkowym tąpnięciu, wróciły do poziomów sprzed miesiąca. Kursy na amerykańskim rynku akcji znalazły się na najwyższym poziomie w historii, chociaż wyceny tamtejszych przedsiębiorstw są bardzo wygórowane. Stało się tak, chociaż Międzynarodowy Fundusz Walutowy obniżył prognozy globalnego wzrostu, europejskie banki po raz kolejny znalazły się na krawędzi kryzysu, a problem spowalniającej chińskiej gospodarki nie został rozwiązany.

Ceny aktywów pcha w górę unosząca się nad rynkami finansowymi wizja zrzucania przez banki centralne pieniędzy z helikoptera, którą nakreślił już Ben Bernanke. Jej realizacja miałaby polegać na bezpośrednim zasilaniu kapitałem firm i gospodarstw domowych przez banki centralne, bez pośrednictwa sektora finansowego i rynków. Taką możliwość dopuściła m.in. Loretta Mester, członkini Federalnego Komitetu Otwartego Rynku, amerykańskiego odpowiednika Rady Polityki Pieniężnej. Wcześniej Bank Japonii rozważał wprowadzenie kredytów dla przedsiębiorstw z ujemnym oprocentowaniem.

Skalę oczekiwań inwestorów dobrze obrazowały prognozy analityków przed zakończonym w piątek posiedzeniem banku centralnego Japonii. Dwie trzecie specjalistów ankietowanych przez agencję Bloomberg oczekiwało kolejnej obniżki podstawowej stopy procentowej, chociaż od stycznia ta znajduje się na poziomie -0,1 proc. Ponad połowa specjalistów prognozowała, że kierowany przez Haruhiko Kurodę bank zwiększy także skalę skupu obligacji. Na podjęcie tego rodzaju działań mocno naciskał także premier Shinzo Abe. W środę szef japońskiego rządu zapowiedział uruchomienie wartego 28 bln jenów (6 proc. PKB) pakietu stymulacyjnego, który ma ożywić znajdującą się w stagnacji gospodarkę i oczekiwał wsparcia ze strony banku centralnego. Bank Japonii pokładanych w nim nadziei nie spełnił, decydując się jedynie na zwiększenie skali skupu funduszy typu ETF (ich zadaniem jest odzwierciedlenie zachowania cen określonego rodzaju aktywów) inwestujących w japońskie akcji z 3,3 do 6 bln jenów (57 mld dol.) rocznie. To kwota odpowiadająca 1,3 proc. kapitalizacji giełdy w Tokio. Być może dlatego kursy akcji na lokalnym rynku, po początkowym spadku o 2 proc., w całości odrobiły straty.

– To, co dzieje się w Japonii, nie ma większego przełożenia na sytuację na rynkach globalnych, bo tutaj kierunek wyznaczają Stany Zjednoczone – uważa Jarosław Niedzielewski.

Po zakończonym w czwartek posiedzeniu FOMC stwierdził, że amerykańska gospodarka znajduje się w na tyle dobrej kondycji, że powrót do zapoczątkowanego w grudniu zeszłego roku cyklu podwyżek stóp procentowych możliwy jest już we wrześniu. Na przekór temu piątkowe dane dotyczące tempa wzrostu PKB okazały się rozczarowujące. Gdyby amerykańska gospodarka rozwijała się w takim tempie przez cały rok, jak w II kw., to wzrost sięgnąłby 2,5 proc. Jednocześnie dane za pierwsze trzy miesiące 2016 r. zostały zrewidowane z 1,1 do 0,8 proc. To wskazuje, że podwyżka stóp może nastąpić później.

Bill Gross, przez lata zarządzający największym na świecie funduszem obligacji, porównuje działania banków centralnych do gry w Monopol, gdzie po przekroczeniu linii startu za każdym razem otrzymuje się kolejną sumę pieniędzy. W grze ta suma jest zawsze taka sama, w świecie wykreowanym przez banki centralne z okrążenia na okrążenie musi być coraz większa, żeby uniknąć stagnacji. Logika działania banków centralnych w ostatnich latach podpowiada, że w końcu oczekiwania inwestorów się spełnią. Logika działania rynków sugeruje, że w tym momencie skończy się hossa. ⒸⓅ

Bank Japonii ma jedną trzecią wszystkich obligacji japońskiego rządu